Wywiad z Beatą Ostrowicką

W dniach 21-22 marca  w Szkolnym Puncie Konsultacyjnym przy Ambasadzie  RP w Dublinie gościliśmy panią Beatę Ostrowicką – polską pisarkę, autorkę powieści dla dzieci i młodzieży. Debiutowała ona w 1995 powieścią Niezwykłe wakacje. Jest laureatką kilku innych nagród, w tym została wpisana na Listę Honorową im. H. Ch. Andersena.  Otrzymała wyróżnienie Polskiej Sekcji Międzynarodowego Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych, IBBY za Niezwykłe wakacjeEliksir przygód.   W 2002 roku otrzymała II Nagrodę Literacką w konkursie Książka Roku 2002, przyznawaną przez Polską Sekcję Międzynarodowego Stowarzyszenia Przyjaciół Książki dla Młodych, IBBY za Świat do góry nogami.

W związku z wizytą pani Beaty Ostrowickiej w naszej szkole, zorganizowaliśmy konkurs literacki na podstawie książek autorki.

Oto  zwycięzcy :

Grupa pierwsza

I miejsce: Adam Rydziński

II miejsce: Laura Stanikowska

III miejsce :Wiktoria Leder

Grupa druga

I miejsce Monika Adamczewska

Laureatom konkursu nagrody wręczała sama Beata Ostrowicka.

 Poniżej prezentujemy  wywiad z autorką tych doskonałych książek.

 

- Mieszka Pani w Krakowie. Czy przenosi Pani jego historię na karty powieści?

- Większość moich książek dzieje się w Krakowie. Bohaterami są uczniowie szkół moich synów, wędrują moimi ulicami miasta, chodzą do pubów, które lubię. Wydaje mi się, że dużo Krakowa jest w tych książkach.

 

- Jak długo powstają bohaterowie Pani książek? Podobno Lulaki i pan Czekolada powstali w jeden dzień?

-Większość moich bohaterów, tych z książek o młodzieży i dla młodzieży, to osoby poskładane z moich obserwacji, wspomnień, czy np.  zasłyszanych wypowiedzi w autobusie. Tak długo dopasowuję te  części, aż jestem pewna, że będę pisała o osobie, która sprawia wrażenie, że jest „z krwi i kości”, że można ją spotkać na pobliskiej ulicy.

 

Mały chłopiec z „Lulaków”, to nasz młodszy syn Hubert, który nie przepadał za wychodzeniem do przedszkola. W samym przedszkolu było już dobrze, ale moment wyjścia to była ciężka sprawa dla niego, dla mnie i dla męża, który go odwoził.  W 20 minut powstały Lulaki, w pociągu, pisane na trzęsącym się stoliku. Za to bardzo długo wymyślałam tytuł.

 

- Wspomniane już Lulaki pomogą najmłodszym w adaptacji do przedszkola, Anatol i przyjaciele pokażą, czym jest przyjaźń, a Nowy z Ale ja tak chcę uczy, że odmienność może być atutem. Czy są to książki, które pełnią rolę terapeutyczną?

- Przy tworzeniu każdej książki, dla młodszych, w których występują pluszowi bohaterowie, czy młodzieżowej staram się dobrze opowiedzieć historię i mądrze przedstawić jakiś problem.

 

 -  Napisała Pani piękną powieść o pięknym człowieku Jest taka opowieść. Historia o Januszu Korczaku.  Z  pewną tkliwością opowiada Pani o lekarzu-pedagogu, który nade wszystko ukochał dzieci. Wzruszyłam się, czytając ją.

-  Bardzo dziękuję za te słowa. Napisania tej książki bałam się najbardziej. Postać  Pana doktora onieśmielała mnie. Nie wiedziałam, jak opisać kogoś tak niezwykłego. I bałam się, że popadnę w patos. Jak opisać  czas wojny, drogę do Treblinki. Pierwsza wersja tej książki była utrzymana w formie gawędy, oto ktoś dorosły opowiada młodym czytelnikom o Januszu Korczaku. Ale ta wersja była „sztyk”. I naraz olśnienie. Musi być postać prababci, wychowanki domu sierot, która opowiada „z serca”, o tym, jak wyglądało jej spotkanie z Panem doktorem. I opowiada to swojemu prawnukowi.

 

- Pisze Pani także dla nastolatków. Powieść Zła dziewczyna czy Przecież Cię znam to  historie dla nastolatków, traktujące  o niełatwych sprawach, o ich wyborach, relacjach rodzinnych -  często pogmatwanych, ale także o  marzeniach i podążaniu za nimi. 

Skąd czerpie Pani wiedzę o problemach tzw. dzisiejszej młodzieży?

- Bardzo lubię obserwować świat, mamy dwóch synów, w domu pojawiają się młodzi ludzie. Ale chciałabym od razu wyjaśnić, że nie wykorzystuję do tworzenia bohaterów osobistych spraw Kuby czy Huberta.

 

 

- Zastanawiam się, jaki udział w tworzeniu książek mają Pani synowie?

- Korzystam z takich historii, o których wiem, że jeśli wykorzystam je w książce, nie wejdę ani na milimetr w prywatną sferę Kuby czy Huberta. To raczej korzystanie z takich rzeczy jak ich fascynacja rowerami, nartami. Kuba ma dredy, od razu mam bohatera z dredami. Hubert mam kłopoty z historią -  bardzo proszę, moja bohaterka też nie cierpi historii.

 

- Zastanawia mnie, co czuje pisarka, kiedy książka jest napisana, oddana do wydawnictwa? Zastanawiam się, czy to jakiś rodzaj pustki czy może radość?

- Jest  wielka radość, że coś, nad czym się pracowało wiele miesięcy zostało skończone. Jest obawa, bo przecież książka będzie czytana w wydawnictwie, oceniana, może się nie spodobać. Bo nie ma recepty na to, jak napisać dobrą książkę. Jest potrzebne zrobienie sobie przerwy od pisania i wtedy zdecydowanie pojawia się większy porządek w naszym domu, są zaległe książki, filmy, kawy ze znajomymi. Ale w tyle głowy już pojawia się myślenie o następnej historii, którą bym chciała opisać.

 

- Co czyta, jak nie pisze Beata Ostrowicka? Jakie książki można zobaczyć w Pani domowej biblioteczce?

- Czyta na okrągło Mistrza i Małgorzatę, książki Remarka, M. Waltarego, książki z dzieciństwa – Makuszyński, Siesicka, baśnie  (ale nie Andersena). Teraz pamiętniki Zofii Stryjeńskiej Chleb prawie, że powszedni  i Zapomniane słowa.

- Dziękuję za rozmowę .

 

Jolanta Babiarska